Wybrane wpisy

Wpis

Kolejka tysiąclecia do lekarza

W ostatnim czasie błąkam się od lekarza do lekarza. Ale nie o tym chce Wam teraz napisać. Chodzę do lekarzy prywatnie aby uniknąć długich terminów i kolejek, ale to co się zdarzyło wczoraj to już przeszło wszystko.

    

Wieczorne wizyty...


Miałam wizytę u ginekologa umówioną na 19.15 . Lubię umawiać się w godzinach wieczornych do lekarzy. O 19 mój synek zasypia, więc jestem spokojniejsza i nie rozmyślam tak bardzo o tym co teraz robi Olaf, czy jest grzeczny itd... Do lekarza przyszłam punktualnie ale w korytarzu było pełno babeczek. Więc grzecznie się zapytałam czy jest duże opóźnienie i z której godziny teraz Pani weszła. Jakie było moje zdziwienie, gdy Panie powiedziały mi, że w tej chwili kobietka z 16 weszła do gabinetu. Pewnie gdyby była ładniejsza pogoda to poszłabym na spacer a tak to kwitłam do 21 w poczekalni bo o tej godzinie dopiero weszłam do gabinetu. Najbardziej drażni mnie to, że ja za to nie mało płacę. Umówmy się, że 100 zł za 15 minut to sporo i nie liczę tu USG czy specjalistycznego  badania ale normalną wizytę. Chodząc prywatnie do specjalistów liczę się z takimi stawkami ale jestem tak bardzo rozzłoszczona tym, że mimo umówienia się na konkretną godzinę musiałam czekać 105 minut w poczekalni.

A w poczekalni się dzieję.....


Poczekalnia ginekologiczna jest dosyć specyficzna. Babeczki z brzuszkami popijające wodę mineralną, zwierzające się ze swoich dolegliwości innym w podobnym stanie. Ok. Rozumiem to, też chodziłam z brzuszkiem. Ale pewna kobietka przyszła do lekarza z około 6 letnią córką. I na każde dolegliwości siedzących obok kobiet mówiła do córki takie teksty: "Widzisz, tak kobiety cierpią jak są w ciąży" , "Ile ja się nacierpiałam jak Cię rodziłam 6 godzin" . Dziewczynka musiała słuchać też zwierzeń innej kobiety, która rozgłaszała wszem i wobec, że nie chciała mieć dziecka ale  była zmuszona przez męża i teściową. Wydaje mi się, że są granice mówienia pewnych rzeczy do dziecka i w jego obecności. A tak swoją droga nie wyobrażam sobie jak można kogoś zmuszać do zajścia w ciążę lub być zmuszonym do ciąży?  Dla mnie to istna patologia....

Pewnie ze względu na kolejki zmieniłabym już dawno lekarza gdyby nie fakt, że uwielbiam moją ginekolożke, jest bardzo dobrym człowiekiem i świetnym specjalistą. 

A jakie są Wasze doświadczenia kolejkowe ?

I tak oto otworzyłam nową serię wpisów na blogu - "po mojemu" :)


23 komentarze:

  1. Czytam i nie wierzę ;O niektóre kobiety nie powinny miec dzieci -.- co do kolejek ostatnio byłam u dentysty na godzinę 14: 20, fajnie moja kolej już jest a tu zjawia się babka z godziny 11 która zapomniała o swojej wizycie! I tym sposobem czekałam pół godziny dłużej w poczekalni razem z dodatkowymi 3 osobami które przyszły pózniej ;/

    OdpowiedzUsuń
  2. A nic mnie nie zdziwi. Na prywatna wizytę u gastrologa za "marne" hmm 150 zł nie dosc ze musiałam sie umówić miesiąc wczesniej, to czekalam w poczekalni podobnie jak Ty. Dwie bite godziny słuchałam o refluksach, wzdęciach itd. Moja wizyta trwała 5 minut. Lekarz nacisnął mi brzuch i stwierdził, ze jest fajnie. I zainkasował wynagrodzenie... Super...

    OdpowiedzUsuń
  3. Zrezygnowałam z wizyt na nfz, bo kolejki i wciskające się kobiety doprowadzały mnie do szału. Do tego lekarze odbębniali wizytę na "odwal się". Teraz prywatne wizyty u gina sobie chwalę, gin kulturalny, zna się na swoim fachu, kolejek brak- ewentualnie kilku minutowe poślizgi, ale akurat to rozumiem, bo chłopina dojeżdża ponad 50 km. Osobiście wsiedząc w kolejce nie opowiadam o swoich dolegliwościach, uważam, że to nie temat do ploteczek z przygodnymi osobami, ale nasłuchać to się zawsze nasłucham. Ostatnio pewna starsza kobieta mnie rozśmieszyła. To nie łądnie śmiać się ze starszych, ale ledwie się opanowałam. Opowiadała coś drugiej babci o infekcji intymnej i mówi, mówi, mówi, nagle pauza, rozgląda się i takim majestatycznym szeptem wymawia słowo "pochwa". Znowu się rozgląda, pauzuje i opowiada dalej. I znowu przy słowie pochwa ta sama sytuacja. Przekomiczny obrazek ;) Ale rozumiem, że może dla starszej osoby słowo pochwa jest ciężkie do wymówienia, tabu i tak dalej. No, ale sytuacja serio była zabawna :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja jestem umówiona do swojego gina na poniedziałek i też na ok. 19:15 mam być :) Ale ja do niego czekam zwykle około 10-20 minut.

    OdpowiedzUsuń
  5. Oczywiście, że da się zmusić do ciąży - w szczególności zdolność perswazji ma teściowa, siedzi w nocy przy łóżku małżeńskim i pilnuje, czy nikt aby nie oszukuje... No dobra, ale tak na serio to przerażające. W sumie pewnie ta kobitka nie miała co z dzieckiem zrobić - zresztą do jakiego by lekarza nie poszła to i tak różne rozmowy mało przyjemne, by dziecko dosłyszało w poczekalni.

    OdpowiedzUsuń
  6. A ja mam takiego fajnego ginekologa! Po prostu go kocham! Naprawdę- z ręką na sercu, uwielbiam do niego chodzić.
    Fakt, faktem- czeka się sporo, pomimo umówionej godziny. Ale myślę, że jest to spowodowane tym, że do każdej z Pań podchodzi indywidualnie, nie idzie na "masówkę".
    Ale poczekalnia to horror :) Czasem nie wiadomo, śmiać się czy płakać.
    Niestety...Taki mamy klimat :):):)
    No i biedna ta dziewczynka. Współczuję jej matki, dla mnie to czysta patologia.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja nie często siedzę u lekarza, ale jak już siedzę to biorę 2 książki, termos z herbatą i słuchawki w uszy, aby nie słyszeć tych wszystkich "złotych rad" Pań z kolejki. ;)
    Pozdrawiam. :**

    OdpowiedzUsuń
  8. Łooo jak ja nie lubię kolejek i zrzędzenia starych babek :/

    OdpowiedzUsuń
  9. brak słów... najbardziej chyba szkoda mi jednak dziecka, które musiało tam siedzieć :/

    OdpowiedzUsuń
  10. Adrianna Szymańska10 kwietnia 2015 08:42

    To jest dramat, naprawdę. Ostatnio spędziłam 3 dni pod rząd w kolejkach do dentysty i doskonale zdaję sobie sprawę, co się dzieje w poczekalni. Dla mnie jeden wniosek jest taki: to, co widzę na poczekalni, zachowania ludzie i przeróżne sytuację świadczy o nich - czy dobrze, czy tez źle. Wiele rzeczy w takich sytuacjach wychodzi na wierch. Ostatnio np. byłam świadkiem tego, że para przyszła z maleństwem do szczepienia, a takie dzieci zawsze mają pierwszeństwo w kolejce. Kobieta poinformowała, że po wyjściu pacjenta z gabinetu ona wchodzi z dzieckiem jako pierwsza. Drzwi się otworzyły, a jakaś kobieta bez skrupułów wparowała do gabinetu, a doskonale wiedziała, że ta matka z dzieckiem mała wejść. Ktoś na poczekalni dobrze to skwitował "są ludzie i ludziska" i już nie raz sie przekonałam w ośrodkach zdrowia, że ludzie mają zero życzliwośći i niską kulturę osobistą - tylko w życiu codziennym dobrze się z tym kamuflują.

    OdpowiedzUsuń
  11. Szczerze to ja do lekarza w przychodni tzw. państwowej aż tytle nigdy chyba nie czekałam. Zdarzały się oczywiście poślizgi, ale do pół godziny. Do lekarzy prywatnych chodzę rzadko (niestety - to kosztuje, nie ma co ukrywać, a nie po to płacę niemałe składki, żeby jeszcze dodatkowo płacić za wizyty czy badania), ale np. mój stomatolog zawsze dzwoni, jeśli są opóźnienia i wtedy ewentualnie przychodzę na późniejszą godzinę i nie muszę tłoczyć się w poczekalni. Poza tym w publicznych przychodniach też coraz częściej panie recepcjonistki dzwonią do pacjentów w razie jakiejś nieprzewidzianej sytuacji (mam tak np. u kardiologa, który oprócz przychodni pracuje jeszcze w szpitalu, gdzie czasem zdarzają się awaryjne sytuacje). I dzięki temu nie kwitnę na korytarzu i nie tracę czasu.

    OdpowiedzUsuń
  12. Kiedy chodzę prywatnie i wywalam kupę kasy to oczekuję, że nie będę musiała czekać w kolejce. W końcu za coś płacę.

    OdpowiedzUsuń
  13. Na wizyty chodzę do prywatnego szpitala, korzystamy z prywatnej opieki medycznej na kartę.Swojego ginekologa też mam w tym szpitalu, ale mimo to zdarza mi się, że muszę z pół godziny na wizytę poczekać... czasem nawet jeśli jestem pierwsza...

    OdpowiedzUsuń
  14. Weronika Woźniak10 kwietnia 2015 11:09

    u ginekologa miałam podobne doświadczenia, pani dr często zapisywała 2,3 osoby na te samą godzinę i jak przyszłam to słyszałam, że godziny się nie liczą tylko kto kiedy przyszedł. Więc było i tak, że w 8 miesiącu ciąży (w której miałam poważne problemy i siedzenie na krześle 2h sprawiało mi ogromny ból) siedziałam jak ten ciołek ponad 2h w poczekalni... Raz jedyny zdarzyło się, że ktoś mnie wreszcie przepuścił, ale to była pani już przede mną- zrobiło jej się mnie szkoda- poprzednie 10 osób tylko patrzyło. Zmianiłam lekarza po porodzie. Moja obecna pani dr ma asystentkę, sekretarkę, która pilnuje godzin, wyczytuje nazwiska i jeszcze nie zdażyło mi się czekac dłużej niż 5 minut.

    OdpowiedzUsuń
  15. Mi się naprawdę udało! Chodzę prywatnie do ginekolog na określoną godzinę i zawsze Pani w recepcji każe dzwonić czy nie ma opóźnień. Tym sposobem jeszcze nie stałam w kolejce dłużej niż 7-10 minut:) Bo albo jadę na swoją godzinę, albo pół godziny później:)

    OdpowiedzUsuń
  16. Jak mam iść do lekarza to od razu jestem dużo bardziej chora niż naprawdę... i chora,że muszę tam spędzić czas.Najlepsze są starsze panie wpychające się w kolejkę - nie ważne ,że masz na godzinę konkretną, ona przyszła 5 godzin wcześniej i "zajęła" :D

    OdpowiedzUsuń
  17. To fakt, można się nasłuchać nieciekawych rzeczy w takich sytuacjach. Dobrym rozwiązaniem jest , np. mp3.. ale niestety ludzie są różni i nie każdy odznacza się inteligencją, czy kulturą, a szkoda.

    OdpowiedzUsuń
  18. O jejku ta sytuacja z tą dziewczynką słuchającą opowieści swojej matki to jakaś patologia. Mi na szczęście taka sytuacja z kolejkami nigdy się nie zdarzyła idąc prywatnie ale pewnie to kwestia czasu, bo już u tych lekarzy nic mnie nie zaskoczy :)

    OdpowiedzUsuń
  19. U mnie w mieście jest taki problem z okulistą. Jest niby lista i numerki, ale na przykład w połowie listy asystentka stwierdza, że kolejność jest nieważna i prosi osoby z końca listy. Generalnie trzeba cały dzień stać i czekać na łaskę albo przyjść na sam koniec godzin przyjmowania. Wtedy jednak można usłyszeć "trzy razy panią wyczytywałam, tylko czas tracimy". No to jest kpina. W czasie tego dyżuru przychodzą też osoby ze szpitala, więc tak średnio 1-2 godziny zajmuje ich badanie. To jest paranoja. Raz czekałam 4 godziny...

    OdpowiedzUsuń
  20. ja raz poszłam do lekarz, nie wiedziałam kompletnie co mi jest, naczytałam się, więc byłam nastawiona na najgorsze, a obok babcie sobie rozmawiają jaka trumna lepsza... niezłe pocieszenie.

    OdpowiedzUsuń
  21. Bardzo ciekawych rzeczy się można dowiedzieć w takich kolejkach. Kiedyś czekałam do endokrynologa od 11 przed południem do 17. To była na nfz wizyta. Nigdy więcej .

    OdpowiedzUsuń
  22. Tak , ja mam to samo do jakiegokolwiek lekarza czy prywatnie czy nie to trzeba się oczekać. Ja zawsze mam ze sobą książkę i wyłączam się z tego co się dzieje podczas czekania . Wiadomo różni są ludzie jedni się kłócą, inni narzekają .

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuje za każdy komentarz :)

Instagram

Napis: Jestem na Instagramie
@Basiasmoter